Właśnie skończyłam czytać kolejny rozdział o neuroprzekaźnikach i… cholera, mój mózg znowu zrobił to, co zawsze robi, kiedy jest zbyt długo sam na sam z dopaminą i oksytocyną.
Siedzę na łóżku w samej bawełnianej koszulce (takiej za dużej, że zsuwa mi się z jednego ramienia) i majteczkach, które już dawno przestały być suche.
Mam dwadzieścia cztery lata, twarz osiemnastki i te wielkie, niebieskie oczy, które sprawiają, że ludzie myślą, że jestem słodką, niewinną myszką.
A ja w głowie mam cały podręcznik eksperymentów seksualnych, które chcę przeprowadzić… najlepiej na żywym obiekcie.
Lubię wiedzieć, co się dzieje, kiedy…
kiedy sutki są zbyt długo drażnione piórkiem, a potem nagle lodem,
kiedy ktoś trzyma mi nadgarstki nad głową i szepcze bardzo precyzyjne, anatomicznie dokładne rzeczy o tym, co właśnie robi z moją łechtaczką,
kiedy mięśnie Kegla zaciskają się rytmicznie wokół czegoś grubszego, twardszego i znacznie mniej przewidywalnego niż moje własne palce…
Dzisiaj eksperymentowałam z temperaturą.
Najpierw gorący olejek na piersi, potem kostka lodu sunąca wzdłuż linii bioder, aż do samej krawędzi stringów…
i zdałam sobie sprawę, że najsilniejszy skurcz dostałam, kiedy wyobraziłam sobie, że to nie ja to robię.
Że to własnie Ty…

