Z tej strony Antosia.
Leżę na wąskim łóżku w moim ciasnym pokoiku na stancji, otoczona stosami książek – Proust na stoliku, obok „Kochanek lady Chatterley” z zakładką na tej scenie w lesie, a na podłodze rozłożony tomik Szymborskiej, bo próbowałam czytać „Nic dwa razy”.
Mam dwadzieścia jeden lat, włosy ciemny blond, zawsze lekko rozczochrane, jakby właśnie ktoś przeczesywał je palcami w pośpiechu. Twarz bladą, oczy zielone, usta pełne – taka klasyczna bohaterka dziewiętnastowiecznej powieści, która jeszcze nie wie, że jej los odmieni jeden zakazany rozdział.
I właśnie czytam. Zawsze czytam. A im więcej czytam, tym bardziej czuję, jak między udami rośnie mi pustka, którą żadne zdanie nie jest w stanie wypełnić do końca.
Wczoraj wieczorem dotarłam do momentu, w którym Anaïs Nin opisuje, jak June leży na brzuchu, a Henry całuje ją powoli wzdłuż kręgosłupa, schodząc niżej, niżej… i musiałam zamknąć książkę, bo moje własne ciało zaczęło odpowiadać na każde słowo tak, jakby to było dotknięcie. Palce same powędrowały pod bawełniane majtki, ale to nie to samo – brakowało mi ciężaru drugiego ciała, oddechu na karku, głosu, który powiedziałby mi, co dalej.
Wiesz, co jest najgorsze w byciu studentką literatury?
Że znam wszystkie metafory.
Wiem, jak brzmi „rozchylone płatki róży”, „perłowa wilgoć”, „drżenie strun duszy”.
Ale nikt nigdy nie powiedział mi tego prosto, bez ozdobników – że chce mnie wziąć mocno, głęboko, aż zapomnę o całym świecie.
Chciałabym, żebyś był moim prywatnym korektorem.
Żebyś poprawiał moje ciało jak tekst – powoli, z namaszczeniem, podkreślając te fragmenty, które wymagają najgłębszej rewizji.
Wyobraź sobie: wchodzę do pokoju, zdejmuję sweter przez głowę, stoję w samej koszuli z kołnierzykiem, spod której widać koronkę stanika.
A Ty nie mówisz nic. Tylko podchodzisz, otwierasz „Opowieść podręcznej” na stronie, gdzie Offred wspomina dotyk, i czytasz mi to na głos, jednocześnie zsuwając mi ramiączko.
Albo lepiej – bierzesz „Sto lat samotności” i szukasz fragmentu o Remedios la Bella unoszącej się w powietrzu… a potem podnosisz mnie, przyciskasz do ściany i sprawdzasz, czy ja też potrafię unieść się z rozkoszy.
Powiedz mi więc – bardzo spokojnie, bardzo literacko, ale bez litości –
jaką historię chciałbyś dziś ze mną napisać?
Czy będzie to nowela pełna delikatnych aluzji, czy raczej brutalny, współczesny poemat prozą, w którym nie ma cenzury, tylko prawda ciała?
Bo ja już nie chcę tylko czytać o rozkoszy.
Chcę być jej bohaterką…

