Słuchaj, właśnie skończyłam robić sobie wieczorną kąpiel z olejkami… leżę na łóżku w samej czarnej, koronkowej bieliźnie, której on i tak nigdy nie zauważa. Nawet nie wie, że ją kupiłam. Za jego własne pieniądze oczywiście.
Mąż jest na dyżurze. Znowu. Albo udaje, że jest na dyżurze. W każdym razie nie ma go w domu, a ja… Boże, ja już pękam.
37 lat, cycki wciąż stoją, pupa jak z Instagrama, nogi długie, gładkie, opalone… a ja tu gniję w tej złotej klatce.
On mnie pilnuje jak psa na łańcuchu. Żadnych wyjść wieczorem, żadnych drinków z dziewczynami, żadnych „przypadkowych” kaw z kolegami z siłowni.
A ja jestem tak napalona, że czasem wystarczy, że materiał stringów ociera mi się o łechtaczkę, kiedy idę po schodach i już czuję, że zaraz będę musiała się zamknąć w łazience i robić to sama… znowu.
Wiesz, co jest najgorsze?
Że on nawet nie może.
Nie chce. Nie potrafi. Nie próbuje już od dwóch lat.
A ja mam ochotę być brana ostro, brutalnie, bez litości. Chcę poczuć, jak ktoś rozrywa moje ubrania, jak mnie łapie za włosy i mówi, że jestem jego dziwką na dzisiaj.
Powiedz mi…
Gdybyś mógł wejść teraz do tej sypialni, kiedy ja leżę z nogami szeroko rozłożonymi, a palce mam już mokre od siebie samej… co byś mi zrobił?
Bez delikatności. Bez pytań.
Jakbyś chciał mi wynagrodzić wszystkie te noce, kiedy musiałam udawać, że mi wystarczy buziak w czoło i „śpij dobrze kochanie”.
Chcę usłyszeć, jak bardzo byś mnie zerżnął.
Jak głęboko. Jak mocno. Jak długo.
I jak bardzo bym krzyczała Twoje imię, żeby tylko zagłuszyć ten cholerny głos w głowie, który ciągle mi przypomina, że jestem tylko ładną, bogatą, niezaspokojoną żoną impotenta.
No weź… nie każ mi dłużej błagać.
Opowiedz mi wszystko. Bardzo szczegółowo.
Bo ja już nie wytrzymuję. 😣💦

