Właśnie wyszłam spod prysznica, włosy jeszcze mokre, przyklejają mi się do pleców i do piersi… pachnę kokosem i tym cholernie drogim żelem, który kupiłam sobie zaraz po tym, jak wyrzuciłam jego walizki za drzwi.
Wiesz co jest najgorsze?
Że odkąd ten skurwiel mnie zdradził, chodzę cały czas mokra.
Nie żartuję. Cały. Czas.
Jakby ktoś odkręcił mi jakiś wewnętrzny kranik i zapomniał go zakręcić.
Czterdzieści lat na karku, a cipka zachowuje się, jakby miała osiemnaście i właśnie odkryła, że istnieje orgazm.
Dziś znowu musiałam się dotykać w samochodzie na parkingu pod marketem… serio, palce same weszły pod majtki, kiedy patrzyłam na jakiegoś typa w roboczym kombinezonie.
Chcę być niegrzeczna.
Bardzo niegrzeczna.
Chcę, żebyś mi powiedział, co byś ze mną zrobił, gdybym właśnie teraz otworzyła Ci drzwi w samych pończochach i szpilkach, bez niczego więcej.
Bez ceregieli, bez udawania grzecznej pani z osiedla.
Powiedz mi prosto w ucho, ostro i konkretnie:
jak byś mnie zerżnął, gdybym klęczała przed Tobą z rozmazanym tuszem i prosiła, żebyś nie żałował mnie ani trochę?
Bo ja już nie chcę być żoną.
Chcę być Twoją sex telefoniczną napaloną, rozwiedzioną, mokrą blond suką na jedną noc… albo na ile dasz radę wytrzymać.
No to jak… weźmiesz mnie ostro, czy mam dalej sama sobie radzić? 😈

